8 wskazówek jak utrzymać motywację w sporcie

8 wskazówek jak utrzymać motywację w sporcie

8 wskazówek jak utrzymać motywację w sporcie

W każdym sporcie zarówno wyczynowym, jak i amatorskim, jeśli chce się osiągnąć cel należy pamiętać o systematyczności. Nieważne czy cel jest sportowy w odniesieniu do miejsca lub czasu. Czy życiowy w odniesieniu do zmiany sylwetki lub samopoczucia. Słowem klucz jest systematyczność.

Powtarzalność każdej wykonywanej czynności, każdego treningu, każdego mikro/mezo/makro cyklu ma przybliżyć nas do celu, który zrodził nam się w głowie w postaci marzenia, wyzwania, zachcianki czy postanowienia.

Co jednak, gdy przy którymś powtórzeniu, kolejnym żmudnym treningu, dopada nas zmęczenie i jedyne co wyświetla nam cudowny umysł, to projekcja nas samych na kanapie, otoczonych popcornem, chipsami przy dobrym filmie? Czujesz już tę kanapę? Mięciutka i wygodna nieprawdaż?

Prawie 6 lat przerwy i kilka dodatkowych kilogramów sprawiło, że po decyzji o wznowieniu treningów zwątpienie pukało do drzwi średnio 4 razy dziennie. Szczególnie kiedy przeszłam na bardziej przemyślane jedzenie oraz gdy treningi zaczęły przypominać te sprzed kilku lat. Zaprzyjaźniłam się z tym uczuciem. Było kiedy otwierałam lodówkę, kładłam się spać, wychodziłam z domu, czekało kiedy wracałam do domu. Zupełnie jak stęskniony zwierzak domowy. Po treningach zakwas gonił zakwas. Zmęczenie było często nie do zniesienia. Z każdą kolejną jednostką dowiadywałam się o nowych mięśniach mojego ciała. Czy chciało mi się wracać każdego dnia i realizować plan? Tak! Bo, dawało mi to niesamowitą porcję radości.

Kiedy przychodzi zwątpienie i zmęczenie, choć może wydać się to absurdalne, to co robisz, nadal może sprawiać dużo radości. Aby nie zapomnieć po co trenujesz poniżej znajdziesz kilka wskazówek, jak nie zapomnieć po co robisz to co robisz.

 

Wyznacz sobie marzenie!

Pamiętam jak w dzieciństwie, za czasów kiedy tablety widziano jedynie w filmach SF, wymyśliłam sobie, że będę astronautką. Tak wiem, dziewczynki zazwyczaj chciały być księżniczkami – ja wolałam biegać po drzewach i jeździć resorakami. Dzięki rodzice ; )

Czy wtedy było to marzenie nie do spełnienia? Nie. Było wręcz oczywiste – wymyślone testy sprawnościowe, budowanie statków, baz itp. Wszystko utwierdzało mnie w przekonaniu, że kiedy się całkowicie zestarzeję i będę mieć już te dwadzieścia lat, będę siedzieć pomarszczona w kosmosie, robić zdjęcia ziemi i wysyłać je mamie i tacie (nie pytajcie jak chciałam je wysyłać). Pewnie gdybym ostatecznie nie trafiła na basen, lewitowała bym gdzieś nad kulą ziemską wcinając żele o smaku schabowego.

Do czego jednak zmierzam – kiedy wpadłam już na to, co chciałabym w życiu osiągnąć, czyli chodzić w skafandrze po powierzchniach różnych planet i karmić ufoludki – ustaliłam cel. Przy jego ustalaniu dopadło mnie niesamowite szczęście i przekonanie, że świat jest mój.

Wewnętrznie każdemu przydaje się marzenie do spełnienia – nieważne jakie by nie było. Jest to nasz kompan i kompas jednocześnie.

Powiedz o tym zaufanej osobie.

Nie mówię tu o bieganiu z megafonem po dzielnicy. Powiedz o tym tacie, mamie, koledze bądź koleżance z grupy. Wypowiedziane marzenie/cel nabiera mocy. Kiedyś powiedziałam, że chcę pojechać na Igrzyska i być w finale. Co usłyszałam? „Ok, jeśli bardzo tego chcesz, pojedziesz.” Do dzisiaj jestem wdzięczna za wsparcie jakie dostałam. Od rodziny,  znajomych oraz całkowicie obcych mi ludzi.

Pamiętaj, jak ze wszystkim, są dwie strony medalu. W zależności od naszego stanu, może być to motywujące bądź zniechęcające – może dawać kopa albo wywierać presję. I choć zdecydowanie jestem za NIE wywieraniem presji, to jeśli będziemy pamiętać o naszym marzeniu zawieszonym nad głową – motywacja weźmie górę.

Wizualizuj swoje cele

Kilka dni przed każdym najważniejszym wyścigiem, zawsze siadałam wieczorem w wygodnym miejscu i odbywałam wyścig, który mnie czeka. Wyobrażałam sobie wejście na rozgrzewkę. To co czuję kiedy płynę zadanie. Wyjście na platformę, emocje, które mi towarzyszyły. Wizualizowałam sobie stanie w bloku startowym, zawodników wokół. Wizualizowałam sobie pełen start od skoku, poprzez każdy wykonany ruch, nawrót (te nawet w wizualizacjach mi nie zawsze wychodziły, może stąd “delikatne” pomyłki w trakcie realnego pływania? ; ) ) po finisz i dopłynięcie.

Co mi to dawało? Poczucie, że mogę to zrobić. Stając na platformie i słysząc sygnał startowy, wiedziałam, że raz już to zrobiłam, teraz wystarczy tylko powtórzyć. Dodatkowo przeżywałam już wcześniej emocje związane ze startem, przez co nie zaprzątałam sobie głowy stresem – skupiałam się jedynie na wyścigu.

To ćwiczenie możesz stosować w przypadku zawodów, ale również treningów.

Jeśli ustalisz sobie, że chcesz popłynąć 1’00 na 100 kraulem, pływając obecnie 1’05, zawieś projekcję celu w trakcie treningu. Zobacz, jak płyniesz każdy kolejny metr, płynąc go coraz szybciej, zbliżając się do wyznaczonego celu – 1’04, 1’03, 1’02, 1’01 – aż osiągniesz swoje założenie.

Wyznacz sobie małe cele.

Jak w życiu – technika „baby steps” jest najlepszą tego świata. Kiedy uczymy się nowych rzeczy, przekraczamy swoje granice, robimy to małymi krokami. Każdy etap jest dla nas swego rodzaju nowością, jest nieznany. Wyznacz więc kamienie milowe swojej drogi. Będzie ich sporo. Określ je szczegółowo, nieważne czy ma być to czas, który chcesz osiągnąć, samopoczucie, stan umysłu czy miejsce. Tę jedną rzecz potraktuj zadaniowo. Zadanie dotyczy Ciebie – stwórz swoją checklistę i zapisuj, co chcesz zrealizować i jak.

Odpoczywaj

Po każdym trudniejszym etapie, kiedy osiągniesz kolejny mały cel, kiedy odhaczysz kolejny kamień milowy wędrówki, odpocznij. Usiądź, zrelaksuj się. Zobacz, gdzie jesteś i ciesz się tym. Nie sztuką jest pędzić za wszelką cenę, nie zważając na wszystko, co jest dookoła. Doceń co osiągnąłeś. Nadmierne zatracanie się w dążeniu do celu, często stanowi piękny przykład zaniedbania nas samych, po którym następuje wypalenie i całkowita niechęć do tego co ma nam sprawiać przyjemność.

Baw się

Brzmi absurdalnie? Masz się bawić. Szczególnie w trakcie kolejnych przepłyniętych kilometrów, kolejnej siłowni czy zajęć na sali. Szczególnie, kiedy boli Cię każdy mięsień, masz trenera nad głową, wkurzają Cię kumple z grupy. Baw się! Każdą czynność, którą wykonujesz, wykonujesz dla siebie.

Jest to Twój wybór i miej pełną świadomość tego, że mimo wielu przeznaczonych na to godzin, wielu wylanych litrów potu, jest to pewien etap drogi, którą podążasz. Baw się! Szukaj w każdej czynności czegoś fajnego, przyjemnego. Czegoś co sprawia, że czujesz się dobrze.

Przegrane

Osobiście nie lubię tego stwierdzenia. W moim języku nie istnieją słowa „przegrana”, „porażka”. Są to lekcje. Jak każda lekcja czegoś nas uczy, na coś zwraca uwagę. Jeśli położyłeś wyścig, na którym Ci zależało. Znajdź powód, dlaczego stało się tak, że nie osiągnąłeś swojego celu. Może inaczej podszedłeś do startu? Może coś innego zrobiłeś na rozgrzewce? Jakie miałeś podejście przed startem? To wszystko składa się na Twój cel i jego realizację.

Traktuj więc niezrealizowane cele jako możliwość poprawienia czegoś o czym zapomniałeś bądź nie zwróciłeś uwagi.

Pamiętaj, że robisz coś czego nie zrobił jeszcze nikt inny.

Zaraz odpowiesz, że mistrzów świata było wielu, rekordzistów też. I jest to całkowicie powtarzalne, że nie robisz nic wyjątkowego. Otóż nie. Każdy z nas ma swoje ograniczenia, swoje cele, swoje marzenia, swoje sposoby na ich osiągnięcie. Jednak kiedy przychodzi do stanięcia na słupku startowym, wykonania treningu, wstawania rano o 5.00 na wkurzający już dźwięk budzika, jesteś sam na sam ze sobą. Osiągając nowy najlepszy wynik, wykonując coś, czego nie udało Ci się zrobić wcześniej, przekraczasz swoje bariery – jako pierwszy i jedyny na świecie.

 

Jak dla mnie jest to całkowicie wystarczający powód do radości 😉

To co, wstajemy z kanapy na trening?

UdostępnijShare on Facebook0Share on Google+0Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *